Mówi się czasem, że ktoś „nie składa broni”. To stwierdzenie chyba najlepiej oddaje postawę Kingi Dróżdż, która w finale turnieju drużynowej szabli doprowadziła do zwycięstwa Polek 30:29, choć Gruzinki prowadziły już 28:18, a potem 29:21. Ostatniego dnia zorganizowanych w Cardiff mistrzostw Europy w paraszermierce brąz dołożyli szabliści i reprezentacja Polski z dziewięcioma krążkami zajęła trzecie miejsce w klasyfikacji medalowej.
Nasze szablistki w składzie: Kinga Dróżdż, Marta Fidrych, Karolina Strawińska i rezerwowa Jadwiga Pacek turniej drużynowy rozpoczęły od półfinału, w którym 30:19 pokonały drużynę Ukrainy. Mecz Gruzją w finale nie zaczął się jednak najlepiej. W pierwszym pojedynku Gwanca Zadiszwili prowadziła już z Martą Fidrych 4:0. Nasza zawodniczka rzuciła się do odrabiania strat i zadała kolejne cztery trafienia. Piąte dołożyła Gruzinka i było 5:4 dla rywalek. W kolejnej walce Karolina Strawińska zmierzyła się z Irmą Checuriani. To do przeciwniczki należały trzy pierwsze punkty, Strawińska nie dała za wygraną i zadała kolejne trzy trafienia. Dwa ostatnie punkty zdobyła jednak Gruzinka i Polki przegrywały już 7:10.
Nasza drużyna mogła jednak liczyć na swoją liderkę, Kingę Dróżdż, która dzień wcześniej zdobyła złoty medal w turnieju indywidualnym szablistek kat. A. W walce z Nino Tibilaszwili odrobiła straty z nawiązką, wygrywając 8:3, co dało Polkom prowadzenie 15:13. W czwartym pojedynku Strawińska ponownie nie dała rady Checuriani i to Gruzinki wyszły na prowadzenie 20:18. Po kolejnej walce, Fidrych z Tibilaszwili, wydawało się, że złoty medal jest już poza zasięgiem. Gruzinka wygrała 5:0 i prowadziła wraz z koleżankami 25:18.
Dreszczowiec na planszy
Wtedy jednak na planszy pojawiła się nasza liderka, Kinga Dróżdż, a po przeciwnej stronie Zadiszwili.
– Muszę powiedzieć, że my byłyśmy bardzo spokojne – mówiła po finale Marta Fidrych. – Wiedziałyśmy, że jak jest z nami Kinia, to nic nam nie grozi i że wszystko będzie dobrze.
Ta ostatnia walka to był jednak prawdziwy dreszczowiec. Gruzinka zdobyła trzy pierwsze punkty i brakowało jej jeszcze dwóch, by razem z drużyną sięgnąć po złoty medal. Wtedy stało się coś, co zaskoczyć mogło najstarszych nawet fanów paraszermierki. Dróżdż zaczęła seriami zdobywać punkty, a Zadiszwili nie potrafiła znaleźć recepty na jej ataki. Mało tego, dostała trzy czerwone kartki, co oznaczało kolejne punkty dla Polek. Dość powiedzieć, że od stanu 29:21 dla Gruzinek trafiała tylko Dróżdż i zakończyła dopiero wtedy, gdy po naszej stronie na tablicy wyników pojawiła się trzydziestka. To na pewno nie był mecz dla widzów o słabych nerwach.
– Do kardiologa nie mamy chyba żadnych namiarów, mamy za to dobrego psychologa, możemy polecić – śmiała się bohaterka polskiej ekipy, Kinga Dróżdż. – Dałyśmy z siebie wszystko, taki był plan, więc zrealizowałyśmy swoje założenia. Mamy złoty medal na szyjach i jesteśmy mistrzyniami Europy. Jestem bardzo dumna z dziewczyn, że wszystkie razem dałyśmy radę. Oby tak dalej. To pierwszy turniej kwalifikacyjny do igrzysk w Los Angeles, więc jest to dla nas niezwykle ważny medal, bo weszłyśmy z przytupem i teraz wiemy, że po prostu możemy wszystko.
Medal w ciemno
Złoto szablistek to nie był jedyny medal naszej reprezentacji podczas ostatniego dnia mistrzostw Europy w Cardiff. Do walki przystąpiła także drużyna szablistów w składzie: Adrian Castro, Michał Siatkowski, Rafał Ziomek i rezerwowy Adam Jabłoński. Już w ćwierćfinale musieli się zmierzyć z silną drużyną gospodarzy. Świetnie rozpoczął Michał Siatkowski, który 5:3 pokonał znakomitego Piersa Gillivera, multimedalistę igrzysk paralimpijskich.
– To dla mnie zdecydowanie duża satysfakcja – mówił nasz zawodnik. – To był trudny mecz, aczkolwiek czułem, że jestem mocny i dam radę, że mnie w tym momencie nie przeskoczy.
Swój prywatny rewanż za przegrany finał szabli kat. B wziął też Adrian Castro, który dwukrotnie zmierzył się z Dimitrim Coutyą. Pierwszy pojedynek wygrał 5:3, w drugim nieznacznie przegrał 5:6, w sumie wyszedł więc na plus.
– Na pewno takie pojedynki, po zawodach indywidualnych, gdzieś tam w głowie siedzą i cieszę się, że bilans wyszedł dodatni, więc to na pewno na plus – podkreślił Adrian Castro. – Były to ostatnie zawody, więc wyjeżdżam z podniesioną głową. Bardzo się cieszę i myślę, że następnym razem indywidualnie też powalczę z nim lepiej.
Polacy wygrali ostatecznie z Brytyjczykami 30:28 i weszli do półfinału, w którym zmierzyć się musieli z drużyną Ukrainy. Spotkanie było bardzo wyrównane, a niewielka przewaga punktowa przechodziła z jednej strony na drugą. Niestety, to Ukraińcy wyrwali zwycięstwo 30:28 i to oni mieli możliwość zdobyć później złoty medal.
– Mecz z Wielką Brytanią był bardzo ciężki, wygrany na styk, tak samo bardzo bliski był wynik w meczu z Ukrainą – podkreślił Rafał Ziomek. – Niestety, nie udało się, ale następnym razem ich na pewno dopadniemy. A mecz z Francuzami to coś pięknego. Jestem tak zadowolony z całej drużyny, z tego, jak walczyliśmy. Pokazaliśmy charakter, pokazaliśmy, że jesteśmy jednością.
Rzeczywiście, mecz o trzecie miejsce z Francją niemal od początku toczył się pod dyktando Polaków. Nasi zawodnicy wygrali pięć z sześciu pojedynków i całe spotkanie aż 30:15, zdobywając brązowy medal.
– Myślę, że gdyby ktoś przed turniejem powiedział nam, że zdobędziemy tutaj trzecie miejsce, to bralibyśmy ten medal w ciemno – dodał Rafał Ziomek. – To bardzo dobry prognostyk przed igrzyskami. Ta droga jest jeszcze bardzo długa i wyboista, ale zrobiliśmy pierwszy mały krok do tego, żeby zameldować się w Los Angeles i tam walczyć o medale.
Wyrównać walki
Dobrze turniej drużynowy rozpoczęli floreciści w składzie: Michał Nalewajek, Rafał Pikoluk, Norbert Całka i rezerwowy Bartłomiej Balsam. Wygrali 30:20 z gospodarzami, Brytyjczykami.
– Z Wielką Brytanią to była rozgrzewka, ponieważ wyszli drugim składem, więc mogliśmy mieć takie przetarcie przed kolejnymi walkami – mówił Michał Nalewajek. – Ukraińcy są za to mocni i trzeba było dać z siebie 120 procent, żeby z nimi rywalizować. Myślę, że troszkę tam szczęścia zabrakło.
W półfinale z Ukrainą do połowy jeszcze jakoś szło (po trzecim pojedynku było 15:12 dla rywali). Później nasi zawodnicy zdobyli już tylko dwa punkty i skończyło się porażką 14:30. Polakom zostało więc spotkanie o trzecie miejsce z Niemcami. Nasi reprezentanci po czwartym pojedynku prowadzili już 20:14, to jednak rywale przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę i wygrywając 30:23 zdobyli brązowy medal.
– To jest drużyna, czasami się wygrywa, czasami się przegrywa – podsumował Rafał Pikoluk. – Jedna osoba zawalczy lepiej, druga może zawalczyć gorzej, ale całościowy wynik składa się na drużynę, więc nie ma kogo tutaj winić. Tutaj walczyliśmy nierówno. Czasami te walki nie szły po naszej myśli, a trzeba tak to robić, żeby wszystkie walki wyglądały możliwie równo.
Wystartowaliśmy z kopyta
Łącznie w Cardiff na mistrzostwach Europy w paraszermierce reprezentacja Polski zdobyła dziewięć medali, w tym cztery złote, trzy srebrne i dwa brązowe. Dało to trzecie miejsce w klasyfikacji medalowej, za Włochami (6-3-5) i Ukrainą (5-5-6).
– To były bardzo udane mistrzostwa i zarazem udany start w kwalifikacjach do igrzysk w Los Angeles – podsumował Michał Morys, trener główny kadry paraszermierki. – Było kilka naprawdę znaczących rezultatów, jeżeli chodzi o wyścig kwalifikacyjny, kilka drobnych niespodzianek medalowych, i to cieszy. Ogólnie bardzo udane zawody, które pokazały, że możemy walczyć ze wszystkimi najlepszymi jak równi z równymi i jesteśmy w stanie z nimi wygrywać.
Złote medale dla reprezentacji Polski zdobyli: Kinga Dróżdż (szabla, kat. A), drużyna szpadzistek (Dróżdż, Marta Fidrych, Karolina Strawińska), drużyna szablistek (Dróżdż, Fidrych, Strawińska, Jadwiga Pacek) i mikst w szabli (Dróżdż, Strawińska, Adrian Castro, Rafał Ziomek). Srebrne krążki to dzieło: Strawińskiej (szpada, kat. B), Adriana Castro (szabla, kat. B) i mikstu w szpadzie (Fidrych, Strawińska, Norbert Całka i Rafał Pikoluk). Brązowe medale dołożyli zaś: Radosław Fic (floret, kat. C) i drużyna szablistów (Castro, Ziomek, Michał Siatkowski, Adam Jabłoński).
– Jeżeli chodzi o medale zdobyte w konkurencjach paralimpijskich, to na pewno bardzo dobre są wyniki indywidualne Kingi Dróżdż, można powiedzieć: tradycyjnie – podkreślił trener Morys. – Mimo drugiego miejsca, ciągle w czubie jest Adrian Castro, z szansami na kolejny medal igrzysk. Na pewno cieszą srebro miksta szpadowego oraz złoto i brąz drużyn szablowych, które po wielu latach będą w Los Angeles rozgrywane jako konkurencje paralimpijskie. Oprócz tych ewidentnych gwiazd, bardzo dużo zawodników, zawodniczek walczyło w ósemkach. Zakładając zasady kwalifikacji, daje to również nadzieję na ewentualne kwalifikacje na igrzyska tą drogą. Wystartowaliśmy więc do tego wyścigu do LA naprawdę z kopyta.
Informacja prasowa PZSN „Start”, fot. Przemysław Świderski












Brisbane 2032
Los Angeles 2028
Paryż 2024
Tokio 2020
Rio de Janeiro 2016
Londyn 2012
Pekin 2008
Ateny 2004
Sydney 2000
Atlanta 1996
Nowy Jork/Stoke Mandeville 1984
Arnhem 1980
Toronto 1976
Heidelberg 1972
Milano Cortina 2026
Pekin 2022
PyeongChang 2018
Sochi 2014
Vancouver 2010
Turyn 2006
Salt Lake City 2002
Nagano 1998
Lillehammer 1994
Albertville 1992
Innsbruck 1988
Blind football
Boccia
Goalball
Koszykówka na wózkach
Parabadminton
Parajudo
Parakajakarstwo
Parakolarstwo
Paralekkoatletyka
Parałucznictwo
Parapływanie
Parastrzelectwo
Paraszermierka
Parataekwondo
Paratenis stołowy
Paraujeżdżenie
Parawioślarstwo
Podnoszenie ciężarów
Rugby na wózkach
Siatkówka na siedząco
Tenis na wózkach
Paratriathlon
Paracurling
Parahokej
Parabiathlon
Paranarciarstwo alpejskie
Paranarciarstwo biegowe
Parasnowboard