Aktualności

Reprezentacja Polski w koszykówce na wózkach w najlepszej ósemce na świecie

Wygrana w ostatnich sekundach w grupowym meczu z Hiszpanią, świetna skuteczność w spotkaniu 1/8 finału z gospodarzami, Kanadą, i awans do czołowej ósemki. Występ w Mistrzostwach Świata w Koszykówce na Wózkach 2026, które w dniach 9-19 września odbywają się w Ottawie, to jedno z największych osiągnięć w historii reprezentacji Polski.

– To naprawdę bardzo dobry turniej w naszym wykonaniu – podkreśla Marcin Balcerowski, wieloletni trener reprezentacji Polski w koszykówce na wózkach. – Wszystkie nasze mecze były wyrównane, a na mistrzostwach jest 15-16 drużyn o zbliżonym poziomie, może tylko Maroko odstawało tutaj trochę od reszty.

W pierwszym meczu grupy C Polacy przegrali 63:71 z Japonią, a trzecim – 65:73 z Kolumbią. W drugim natomiast w ostatnich sekundach wyszarpali zwycięstwo 86:85 nad aktualnymi mistrzami Europy, Hiszpanami.

– Z Japonią prowadziliśmy praktycznie przez cały mecz, nawet kilkunastoma punktami, ale doszli nas i przełamali, z kolei z Hiszpanią odwrotnie, większość meczu przegrywaliśmy, ale niesamowity rzut Marka Wesołowskiego dał nam zwycięstwo – opowiada trener Balcerowski. – Z Kolumbią przegraliśmy przez straty, mieliśmy ich aż 20, ale też nie zagraliśmy słabego spotkania. Natomiast najbardziej cieszą takie końcówki, emocje, jak w Hiszpanią, gdy wygrywa się rzutem równo z syreną. To było bardzo efektowne, ale też w praktyce otworzyło nam szansę na trzecie miejsce w grupie i grę w 1/8 finału. Wiedzieliśmy już przed meczem z Kolumbią, że musiałaby się stać katastrofa, jakaś porażka 30 punktami, żebyśmy spadli na czwartą pozycję.

Trzy piłki na przełamanie

W 1/8 finału naszym reprezentantom przyszło grać z Kanadą, czyli gospodarzami imprezy. W pierwszej połowie przeważali rywale, jednak jeszcze przed końcem drugiej kwarty nasi zawodnicy doprowadzili do remisu, a po przerwie wyszli na prowadzenie, którego nie oddali już do końca. Skończyło się wynikiem 79:65. Liderem był Mateusz Filipski, który miał 26 punktów, 11 zbiórek i tyle samo asyst. Kluczem do sukcesu była jednak skuteczność całego zespołu – w rzutach z gry Polacy mieli ją na poziomie 53,2 proc., a Kanadyjczycy jedynie 36,4 proc.

– Chciałem grać właśnie z Kanadą, bo jej profil najbardziej naszemu zespołowi „pasował” – mówi Marcin Balcerowski. – Mieliśmy pod kontrolą praktycznie cały mecz, tylko na początku przegrywaliśmy, bo nie mogliśmy wejść w spotkanie. Ale to jest koszykówka, walczymy do końca, nawet w ćwierćfinale z Włochami przegrywaliśmy już kilkunastoma punktami, ale nie poddaliśmy się i w końcówce zeszliśmy do siedmiu punktów, próbowaliśmy to jeszcze „wyciągnąć”.

Ćwierćfinał z Włochami ostatecznie zakończył się porażką 68:75. Wynik nie pokazuje jednak całej dramaturgii. Choć pierwsza kwarta skończyła się wynikiem 20:12 dla Włochów, a druga 37:31, w trzeciej Polacy wyrównali i zrobiło się 44:44, a potem 48:48.

– Mieliśmy wtedy trzy piłki na przełamanie, trochę jak w tenisie, ale zanotowaliśmy straty, oni przełamali wynik i później odskoczyli – tłumaczy trener Balcerowski. – Przegraliśmy siedmioma punktami, wystarczy więc, że w każdej kwarcie rzucilibyśmy o jednego kosza więcej, to być może byśmy tym jednym punktem wygrali.

Pozostała więc gra o miejsca 5-8, choć wiadomo, że to nie są już te emocje, co podczas rywalizacji w półfinale. W nocy ze środy na czwartek polskiego czasu Polacy ponownie ulegli Japonii, tym razem 47:53. O siódme miejsce zmierzą się z Hiszpanią.

Plan minimum zrealizowany

Trener podkreśla, że trzeba docenić bycie wśród ośmiu najlepszych drużyn na świecie.

– Planem minimum był awans do ósemki i ten cel zrealizowaliśmy, choć wiedzieliśmy, że będzie ciężko – mówi Marcin Balcerowski. – Myślę więc, że ósemka to duży sukces, zwłaszcza patrząc na stan koszykówki na wózkach w Polsce. Brak ligi zawodowej, brak młodzieży, brak dopływu nowych zawodników. To się przekłada na liczbę trenujących graczy. W porównaniu do innych krajów, które są na tych mistrzostwach, jesteśmy trochę jak trzeci świat…

Trener Balcerowski szacuje, że obecnie koszykówkę na wózkach trenuje w Polsce ok. 120 zawodników. Tymczasem w Niemczech czy we Francji jest po 2-3 tysiące graczy. W wielu krajach funkcjonują ligi zawodowe.

– Od kilkunastu lat i tak zawsze jesteśmy w czołówce, ale niestety, czas leci i Mateusz Filipski ma już prawie 40 lat, Dominik Mosler jest już po czterdziestce – tłumaczy. – Mamy paru młodych, jak Krzysiek Kozaryna czy Mateusz Stan, ale w porównaniu do Hiszpanii czy innych zespołów to wciąż mało.

Tym bardziej trzeba docenić znalezienie się w ósemce mistrzostw świata. Zdarzało się to do tej pory dopiero dwukrotnie – w latach 2010 oraz 2018. Do tego dołożyć trzeba ósme miejsce na igrzyskach paralimpijskich w 2012 roku w Londynie. To właśnie perspektywa igrzysk, które w 2028 roku odbędą się w Los Angeles, jest istotna dla dalszego rozwoju koszykówki na wózkach w Polsce. Łatwo o awans nie będzie, bo od Paryża 2024 w turnieju paralimpijskim bierze udział zaledwie osiem męskich drużyn, nie dwanaście – jak było wcześniej.

– Dobrze się stało na tych mistrzostwach, że w półfinałach są trzy europejskie drużyny i Europa automatycznie dostanie trzy miejsca na igrzyska – mówi trener Balcerowski. – Kwalifikacjami do Los Angeles będą mistrzostwa Europy w Liverpoolu w 2027 roku, z których najpewniej awansują medaliści. Natomiast już w roku olimpijskim w Stanach Zjednoczonych odbędzie się baraż, czyli turniej kwalifikacyjny, w którym zagra osiem drużyn. Żeby w nim zagrać, trzeba w Liverpoolu zająć przynajmniej szóste miejsce. Europa jest silna, tu można zająć czwarte miejsce, a można i dziewiąte. Może być tak, że łatwiej będzie awansować na igrzyska z baraży niż mistrzostw Europy. My zawsze wyciskamy maksimum, dzięki charakterowi i poświęceniu chłopaków. I z tego naprawdę jestem dumny.

Fot. Mélodie Gagneux/IWBF

Oddaj głos

Wpisz swój adres e-mail, a my wyślemy wiadomość z linkiem weryfikacyjnym.
Kliknij w link, aby potwierdzić swój głos i uczestnictwo w plebiscycie.

loading...