Jaka jest jej specjalizacja? To zależy, kto pyta. W sporcie: parasnowboard. W życiu zawodowym: radiologia. Od lat umiejętnie łączy pracę z treningiem i ze startami w zawodach. Pracę jak na sportowca dość nietypową.
– Jestem lekarką w trakcie specjalizacji z radiologii, odbywam rezydenturę w Szpitalu Wojewódzkim w Bełchatowie – tłumaczy. – To konsumuje znaczną część mojego czasu, ale udaje mi się to godzić na tyle, by zdobyć nawet kwalifikację na igrzyska.
Na uprawianie sportu poświęca urlop. Choć zgodnie z prawem jako osoba z niepełnosprawnością ma go trochę więcej, bywa, że musi też sięgać po bezpłatny.
– Czasami łączę to wszystko na sznurek, na super glue – śmieje się.
Oczy dookoła głowy
Łączenie wygląda lepiej niż dobrze. Od 2021 roku dość regularnie staje na podium międzynarodowych zawodów, w sezonie 2023/2024 zdobyła puchar Europy, wywalczyła też m.in. brązowy medal mistrzostw świata w La Molinie w Hiszpanii w 2023 roku w konkurencji banked slalom w formule równoległej, a razem z Moniką Kotzian sięgnęły po złoto drużynowe.
Banked slalom polega na pokonywaniu kilkusetmetrowej trasy o sporym nachyleniu, składającej się z band i zakrętów. Każdy zawodnik zjeżdża dwa razy i do klasyfikacji końcowej brany jest pod uwagę czas lepszego z przejazdów. Jedynie formuła równoległa zakłada bezpośrednią rywalizację na torach obok siebie.
Natalia startuje też w drugiej konkurencji, obecnej na igrzyskach – to snowboard cross. Na odpowiednio nachylonym torze o szerokości co najmniej 12 metrów rywalizuje czwórka zawodników. Wygrywa po prostu ten, który kilkusetmetrową trasę pokona jako pierwszy. Poziom trudności, ale i widowiskowość zwiększają przeszkody: bandy, czyli mocno pochylone zakręty, rollery, tj. seria niewielkich pagórków jeden za drugim, mniejsze lub większe skocznie oraz wu-tangi, których kształt litery „W” wymusza naprzemienne pokonywanie ostrych wzniesień i spadków.
– Banked slalom jest przyjemniejszy, bardziej techniczny, natomiast więcej stresu jest przy snowboard crossie – tłumaczy Natalia. – Jest o wiele bardziej emocjonujący dla widzów, ale też dla nas, bo musimy sobie poradzić z niespodziewanymi sytuacjami na torze, reagować na to, co się dzieje, gdy na przykład ktoś przed nami upadnie albo dochodzi do jakiegoś kontaktu fizycznego. Oczywiście nie wolno intencjonalnie wchodzić w tor jazdy innego zawodnika, za to są żółte i czerwone kartki, przyznawane trochę jak w piłce nożnej. Sędziowie oceniają, czy kontakt był intencjonalny, czy nie. Ogólnie jednak trzeba mieć oczy dookoła głowy. Natomiast mnie łatwiej jest zmotywować się do startu właśnie wtedy, gdy przeciwniczka jest tuż obok mnie, mogę wtedy skupić całą swoją uwagę na tym, by ją wyprzedzić.
Najpierw pasja, potem rywalizacja
Choć na zawodach trwa walka o medale i nikt nie odpuszcza, to jednak środowisko snowboardowe jest dość specyficzne.
– Snowboardzista ma na pewno trochę więcej luzu, traktuje sport trochę z przymrużeniem oka – precyzuje reprezentantka Polski. – W naszej społeczności mocno się wzajemnie wspieramy i nawet po przegranych przejazdach mamy do siebie dużo szacunku. To wszystko ma być po prostu zabawą, sprawiać przyjemność. Snowboard to nie tylko sport, ale pewnego rodzaju subkultura, sposób bycia. Najpierw pasja, potem rywalizacja.
Właśnie to zawsze ją w „deskowych aktywnościach” pociągało. Najpierw była więc deskorolka, potem wakeboard, aż w końcu snowboard, którego po raz pierwszy spróbowała na studiach na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Dość późno, jednak głównie dlatego, że przez długie lata nie widziano w niej potencjału do zostania sportowcem.
– Przez większość swojego życia byłam zwolniona z WF-u – wspomina Natalia. – Nauczyciele bali się, że coś mi się stanie przez moją niepełnosprawność. Widząc ich podejście, nie czułam się pewnie w dążeniu do aktywności fizycznej, ale ona zawsze gdzieś tam była, bo mam trzech braci, z którymi razem spędzaliśmy czas.
Dopiero na studiach zmieniła otoczenie, podjęła intensywną rehabilitację, nakierowaną na sportowców, i okazało się, że artrogrypoza nie jest żadną przeszkodą w realizacji marzenia, czyli jazdy na snowboardzie. Początki na desce były oczywiście trudne, zwłaszcza że Natalia sama przyznaje, że popełniła błąd, starając się wszystkiego nauczyć sama. Obijała każdy fragment ciała aż trafiła na obóz dla osób z niepełnosprawnościami i trenerkę, która skorygowała błędy, dostrzegła w niej potencjał i wkrótce zaczęły się starty w klasie LL 2, czyli zawodniczek z niepełnosprawnością kończyn dolnych.
– To było trochę spotkanie z przeznaczeniem – uważa Natalia. – Myślę, że niektórzy mają takie momenty, gdy odkrywają coś i jest dla nich jasne, że chcą w to iść. Tym czymś był dla mnie snowboard.
Wewnętrzna niezgoda
Szybko okazało się, że próg wejścia na poziom zawodniczy jest dość wysoki. To, że ktoś radzi sobie na stoku, wcale nie znaczy, że będzie tak samo dobry na torach do banked slalomu i snowboard crossu. Trzeba na nich spędzić mnóstwo czasu, co jest o tyle trudne, że w Polsce próżno ich szukać. To oznacza wyjazdy zagraniczne, do tego profesjonalny sprzęt – zainwestować więc trzeba sporo pieniędzy i czasu.
Mąż Natalii jest instruktorem narciarstwa, rozumie więc jej pasję i realia funkcjonowania w sporcie. Rozumieją też przełożeni i koledzy w szpitalu. Zresztą fakt, że ich współpracowniczka wykorzystuje większość urlopu w sezonie zimowym oznacza też tyle, że podczas swoich letnich wyjazdów wakacyjnych nie martwią się o zastępstwo. W ramach specjalizacji w dziedzinie radiologii i diagnostyki obrazowej Natalia zajmuje się głównie układem mięśniowo-szkieletowym. Idzie jej to świetnie – w serwisie ZnanyLekarz.pl ma same pozytywne opinie.
– Przez to, że tyle lat spędziłam po tej drugiej stronie, na oddziałach ortopedycznych, poddawana kolejnym operacjom, mam pewnie dużą wyrozumiałość dla pacjentów – zaznacza. –Do tego dochodzi moje zamiłowanie do sportu i myślę, że pacjenci, ale też ortopedzi czy fizjoterapeuci chętnie z tego mojego „obrazu klinicznego” korzystają, bo wielu radiologów nie lubi tej podspecjalizacji, jako że mają mało doświadczenia z takimi pacjentami. Działamy jednak w takim zespole, w którym możemy się wzajemnie uzupełniać.
Nie wyklucza, że to właśnie doświadczenia z dzieciństwa sprawiły, że poszła na medycynę. Świat białych fartuchów nie był jej obcy.
– Urodziłam się z zespołem wad sprzężonych, szeregiem deformacji prawej kończyny dolnej, a ponieważ jest to rzadka jednostka chorobowa, najpierw zajęło trochę czasu postawienie poprawnej diagnozy, a potem szereg operacji, które miały przywrócić mi jaką taką sprawność i funkcjonalność – opowiada. – Zawsze więc wiązało się to z pobytami w szpitalu i ciągłą rehabilitacją. Obserwowałam też różne sytuacje traktowania pacjentów, zwłaszcza małych, widziałam brak partnerstwa w procesie leczenia i była we mnie jakaś wewnętrzna niezgoda na różne sytuacje. Teraz to się zmieniło i idzie w dobrą stronę, ale faktem jest, że medycyna bardzo mnie zainteresowała, do tego nigdy nie miałam problemów z naukami biologiczno-chemicznymi.
Poczucie sensu
Medycyna dość mocno przeplata się w jej życiu ze sportem. Natalia uważa nawet, że te dwa obszary wzajemnie się uzupełniają.
– Zazwyczaj po okresie intensywnej pracy jadę na snowboard, co pozwala mi wyjść z trybu zadaniowego, lekarskiego – tłumaczy. – To jest życie w przyszłości i przeszłości. Przyszłości, gdy myślimy o celach terapeutycznych dla pacjentów, o tym, jak im pomóc, a przeszłości, gdy rozważamy, czy mogliśmy zrobić coś inaczej. Snowboard daje mi poczucie, że w końcu jestem osadzona w teraźniejszości, mogę wyczyścić głowę, liczy się tylko deska. Dobrze jest mieć takie życie pozaszpitalne.
Natalia przyznaje, że przed igrzyskami w Mediolanie-Cortinie jest jednak trochę inaczej. Głowę wypełnia przecież perspektywa startu w najważniejszej dla sportowca imprezie. Tym bardziej, że jest to jej debiut na zawodach tej rangi, a udział w nich nie był oczywisty. Na samym początku poprzedniego sezonu, który był bardzo ważny z punktu widzenia procesu kwalifikacji, najpierw się rozchorowała, a potem skręciła staw skokowy. Ta kontuzja ciągnęła się za nią przez cały sezon, trudno jej było wejść na swój poziom i nadrobić stracone treningi. Zbieranie punktów niezbędnych do zakwalifikowania się na igrzyska było praktycznie niemożliwe. Udało się to nadrobić w tym sezonie, na ostatniej prostej. Ze zdrowiem jest już w porządku i Natalia może całkowicie poświęcić się przygotowaniom. Jakie ma oczekiwania?
– Przede wszystkim chcę cieszyć się byciem tam i rywalizacją, a potem móc spojrzeć na swoje starty i powiedzieć, że zrobiłam wszystko, co danego dnia mogłam – podkreśla. – Zobaczymy, jaki będzie efekt.
Sport to dla niej jednak coś więcej niż tylko suchy wynik.
– Nauczył mnie wielu sprawności życiowych, które ciężko poznać w inny sposób: odporności na stres, zdrowej rywalizacji, sprawczości, umiejętności organizacyjnych – tłumaczy. – Sport daje poczucie sensu. Nigdy nie miałam złudzeń co do tego, czy będę primabaleriną, ale jeśli bym patrzyła przez pryzmat ograniczeń, a nie możliwości, nie byłoby mnie w tym miejscu, w którym jestem – sportowo i w życiu. Jestem przeogromnym orędownikiem jakiejkolwiek aktywności fizycznej osób w każdym wieku, bo nigdy nie jest za późno, żeby zacząć.






Brisbane 2032
Los Angeles 2028
Paryż 2024
Tokio 2020
Rio de Janeiro 2016
Londyn 2012
Pekin 2008
Ateny 2004
Sydney 2000
Atlanta 1996
Nowy Jork/Stoke Mandeville 1984
Arnhem 1980
Toronto 1976
Heidelberg 1972
Milano Cortina 2026
Pekin 2022
PyeongChang 2018
Sochi 2014
Vancouver 2010
Turyn 2006
Salt Lake City 2002
Nagano 1998
Lillehammer 1994
Albertville 1992
Innsbruck 1988
Blind football
Boccia
Goalball
Koszykówka na wózkach
Parabadminton
Parajudo
Parakajakarstwo
Parakolarstwo
Paralekkoatletyka
Parałucznictwo
Parapływanie
Parastrzelectwo
Paraszermierka
Parataekwondo
Paratenis stołowy
Paraujeżdżenie
Parawioślarstwo
Podnoszenie ciężarów
Rugby na wózkach
Siatkówka na siedząco
Tenis na wózkach
Paratriathlon
Parahokej
Paracurling
Parabiathlon
Paranarciarstwo alpejskie
Paranarciarstwo biegowe
Parasnowboard