„Ekipa paralimpijska pokazała pazur”. Dwa miejsca na podium Enea IRONMAN 70.3 Warsaw
Udostępnij
Dwa trzecie miejsca w klasyfikacji generalnej, a do tego drugi czas wśród wszystkich startujących na etapie pływackim. Sztafety Polskiego Komitetu Paralimpijskiego zrobiły furorę na zawodach Enea IRONMAN 70.3 Warsaw.
– Startowali zawodnicy pełnosprawni, startowali mężczyźni, więc cieszę się, że moje pływanie jest na tak wysokim poziomie, że mogę z takimi sportowcami rywalizować również na wodach otwartych – mówi Oliwia Jabłońska, trzykrotna medalistka igrzysk paralimpijskich oraz wielokrotna medalistka mistrzostw świata i Europy w parapływaniu.
7 czerwca 2026 r. wystartowała w jednej z trzech sztafet Polskiego Komitetu Paralimpijskiego, oczywiście na etapie pływackim. I to jak wystartowała! W stawce łącznie ponad 2 tys. uczestników rywalizacji indywidualnej i sztafetowej, z czasem 24,13 była druga. Nie przeszkodziło jej nawet to, że 1,9-kilometrowa trasa w wodach Jeziora Zegrzyńskiego to zupełnie co innego niż pływalnia.
– Na basenie widać dno, a tutaj nie, więc po pierwsze troszeczkę inna jest nawigacja, ponieważ oddech muszę brać „do przodu”, żeby widzieć, czy faktycznie płynę do przodu – tłumaczy Oliwia. – Poza tym nie mamy własnego toru, wszyscy jesteśmy „rzuceni” razem, ale na szczęście nie miałam tak, że musiałam walczyć, bo ktoś mnie podtapiał czy uderzył. Starałam się płynąć z boku, żeby w takie sytuacje nie wchodzić.
Drugi raz w życiu startowała na wodach otwartych, a więc zimniejszych. Podkreśla, że pianka, którą się na takie okazje zakłada, powoduje, że jest się nieco wyżej w wodzie. Ale i to nie było problemem. Tak samo jak dystans, bo w okresie przygotowawczym przed wrześniowymi mistrzostwami Europy i tak pływa obecnie po 6 km na jednym treningu.
– Traktuję to jako przygodę, fajną, nową rzecz, której mogłam spróbować – podkreśla. – Tam była niesamowita energia, zabawa. Jak wyszłam z wody i truchtałam do strefy zmian, to wszyscy kibicowali, krzyczeli „dawaj, jest dobrze!”. Pływając w basenie czegoś takiego nie słyszę. Cieszę się więc, że podjęłam się tego wyzwania. Gdyby w przyszłości była okazja, to chętnie ponownie się zdecyduję. Do tego miałam fajny skład sztafety, więc dziękuję chłopakom, że mogłam z nimi powalczyć o podium. To chyba pierwszy raz w historii, by na „pudle” w IRONMAN-ie była sztafeta złożona z osób, z których każda ma jakąś niepełnosprawność. To jest niesamowite. Cieszę się, że mamy medal, na pewno powieszę go w jakimś wyjątkowym dla mnie miejscu.
Walka do końca
Ten medal jest za trzecie miejsce wśród sztafet mieszanych, czyli drużyn, w których składzie są reprezentanci obu płci. Gdy Oliwia wyszła z wody, na rowerową trasę wyruszył na handbike’u Sławomir Gorzkowicz – paralimpijczyk z Londynu 2012, były reprezentant Polski w koszykówce na wózkach, który po zakończeniu kariery na parkiecie nie rozstał się ze sportem i dziś rywalizuje w parakolarstwie oraz paranarciarstwie klasycznym. Biegiem start sztafety zakończył natomiast Witold Skupień – czterokrotny paralimpijczyk, mistrz świata oraz medalista mistrzostw świata w biegach narciarskich. Medalem za trzecie miejsce zrobił sobie prezent na 37. urodziny.
– Walka była do końca, jak zawsze – podkreśla Witold. – Oliwia dała mocną zmianę jako pływaczka, później Sławek też fajnie pojechał. Wiedziałem już, że może to być miejsce na podium. Wystarczyło to zamknąć, no i udało mi się dość mocno pobiec, tak na swoim poziomie. Poprawiłem rekord życiowy, więc bardzo się cieszę.
Dystans 21 kilometrów go nie przeraża. Jego normalny trening biegowy to 15 km, a bywa, że i 30. Owszem, na nartach byłoby szybciej, ale trzecie miejsce i rekord życiowy to nie byle co.
– Ekipa paralimpijska pokazała pazur – nie kryje satysfakcji. – A ja najbardziej się cieszę z mojej życiówki, zwłaszcza w wieku 37 lat, bo to bardzo motywuje. Fajnie, że pokazujemy się w takich miejscach. Pokazaliśmy też dziś, że niepełnosprawni potrafią walczyć w takiej zwykłej rywalizacji. Tylko się cieszyć i powtarzać to na każdej imprezie, bo stać nas na to.
Sztafeta rodzinna
W tej rywalizacji nie ma handicapu. Każdy musi przepłynąć, przejechać na rowerze i przebiec ten sam dystans. Niepełnosprawność ma znaczenie jedynie w technice. Można na przykład zamiast nogami kręcić na rowerze rękami. Tak było w przypadku Rafała Szumca, paralimpijczyka, członka kadry narodowej w parakolarstwie szosowym, który na co dzień aktywnie promuje tę dyscyplinę, a w ramach klubu VeloAktiv szkoli kolejne pokolenia zawodników. W Warszawie wystartował w rodzinnej sztafecie, wspólnie z chrześniakiem Dominikiem na etapie pływackim i bratem Łukaszem na trasie biegowej.
– W zeszłym roku, po moim pierwszym starcie, a mój brat i chrześniak też startowali w triathlonach, stwierdziliśmy, że fajnie byłoby pobawić się w sztafetę i spróbować powalczyć – opowiada Rafał.
Ta „próba” wyszła lepiej niż dobrze. Szumcowie zajęli trzecie miejsce wśród sztafet męskich i czwarte w klasyfikacji ogólnej Enea IRONMAN 70.3 Warsaw.
– Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyniku, bo każdy z nas pobiegł, pojechał i popłynął na swoim dobrym poziomie – zaznacza Rafał. – Ja jestem też zadowolony z jazdy, a za tydzień mamy mistrzostwa Europy, więc to było takie fajne „przepalenie”, motywujące do startu. Trasa była płaska, więc na handbike’u udało się szybko pojechać. Może to była troszkę dłuższa trasa niż nasze klasyczne wyścigi, ale dzięki treningom jesteśmy do tego przygotowani, więc ten dystans 90 km nie jest jakiś przerażający.
Do startu w zawodach z cyklu IRONMAN motywuje zupełnie co innego.
– Te zawody „robi się” dla atmosfery, która tam panuje, energii, którą się wyciąga z tego startu, ludzi, którzy tam są, bo dużo jest znajomych i wiele nowych znajomości się przy okazji nawiązuje – podkreśla Rafał. – Więc pod tym względem jest to super impreza i fajnie, że już drugi rok jako paralimpijczycy dołączamy do tego grona.
Szczytny cel
Stało się już tradycją, że reprezentanci Polskiego Komitetu Paralimpijskiego podczas zawodów z cyklu IRONMAN Poland mogą się sprawdzić w dyscyplinie, w której czują się mocni – na etapie pływackim, rowerowym lub biegowym. Jest to możliwe dzięki otwartości organizatorów, agencji marketingu sportowego Sport Evolution, na zawodników z niepełnosprawnościami. W uznaniu zasług, w grudniu, podczas Finałowej Gali 7. Plebiscytu na Sportowca Roku #Guttmanny2025, Sport Evolution otrzymał nagrodę specjalną Przyjaciela Sportu Paralimpijskiego.
Zaczęło się od wspólnych sztafetowych startów z pracownikami i klientami banku Citi Handlowy w ramach projektu „Niezwykła Drużyna”, który wspiera poprawę dostępu do sportu dla dzieci z niepełnosprawnościami. Tak było i tym razem. Prócz trzeciej sztafety Polskiego Komitetu Paralimpijskiego (która z Katarzyną Czechowską-Madej jako pływaczką i Witoldem Misztelą jako kolarzem, a później biegaczem zajęła 10. miejsce wśród sztafet mieszanych i 27. w klasyfikacji generalnej), w drużynach Citi Handlowego wystartowali parakolarz i paranarciarz biegowy Krzysztof Plewa oraz Zbigniew Maciejewski, brązowy medalista igrzysk paralimpijskich w Paryżu w parakolarstwie.
– 90 km to nie jest moja trasa – przyznaje Zbigniew. – 55 km przejechałem w miarę spokojnie, ale później mi „odcięło” nogi i męczyłem się jakoś, żeby dojechać. Miałem kryzys, ale pozbierałem się i jechałem już swoje. Zrobiłem natomiast po drodze ćwiczenia, które trener zrobić kazał, i widocznie skończyły mi się zadania do wykonania.
Za tydzień są wspomniane mistrzostwa Europy, ten wyścig był więc dobrą okazją do ćwiczeń. A także zaprezentowania swoich atutów.
– Podjazdy, hopki, wiadukty, skrzyżowania – to wszystko było na moją korzyść – tłumaczy zawodnik. – Bardzo też nadrabiałem na nawrotach, a nawet na głupim zjeździe z mostu. Pomagał mi każdy aspekt techniczny zbliżony do kolarstwa. Tak samo jest na moich zawodach – jak jest silny wiatr, jak jest mokro, pada, to wtedy jest trudniej, bo jest ślisko. Trzeba wtedy więcej techniki, ale dla mnie to jest dużo lepsze.
Razem ze Zbigniewem w sztafecie startowali reprezentanci banku Citi Handlowy: Grzegorz Gronek i Bartosz Strojek. Skończyli na 21. miejscu w klasyfikacji generalnej (14. wśród sztafet męskich) na 60 startujących ekip.
– Wynik miałem lepszy, niż myślałem – mówi Zbigniew. – Mam nadzieję, że niepełnosprawne dzieciaki będą się dzięki temu dobrze bawiły. Bo przecież o taki szczytny cel w tym wszystkim chodzi.
Feralny 25. kilometr
Imprezie towarzyszył Piknik Paralimpijski, zorganizowany przez Polski Komitet Paralimpijski. Uczestnicy mieli niepowtarzalną okazję do kibicowania sportowcom oraz spróbowania swoich sił w różnych dyscyplinach paralimpijskich – parawioślarstwie, szermierce na wózkach, parabadmintonie, parakolarstwie i siatkówce na siedząco. Była też niezwykła strefa dostępności, a gośćmi specjalnymi byli medaliści igrzysk paralimpijskich.
Jednym z nich był Wojciech Makowski, wicemistrz igrzysk paralimpijskich w Rio de Janeiro w pływaniu. W ubiegłym roku brał udział w rywalizacji sztafet zawodów z cyklu IRONMAN Poland. Ponieważ od pewnego czasu interesuje się paratriathlonem, w tym roku postanowił wystartować w Warszawie indywidualnie. Na etapie pływackim i rowerowym wspierał go Tomasz Domagała, a podczas biegu jego przewodniczką miała być Paulina Certa. Miała, bo do tego etapu dotrzeć się niestety nie udało.
– To był krótki występ, na 25. kilometrze trasy rowerowej pękła dętka i niestety nie było możliwości wymiany – opowiada Wojciech. – Tak się zakończył ten IRONMAN-owy wykon. Musieliśmy zejść z trasy. Sprzęt nie jest moją mocną stroną, zupełnie nie byłem na to przygotowany. Strasznie było szkoda, bo bardzo czekałem na tego IRONMAN-a. Tak naprawdę, to już od kilku lat chodziło mi to po głowie.
W ostatnim czasie próbował paratriathlonu, ale bardziej odpowiada mu charakter właśnie imprez ulicznych. Szykuje się obecnie z przewodniczką do startu w maratonie – pod koniec września w Warszawie.
– Cały czas się ruszam i bezdyskusyjnie chcę działać w sporcie – podkreśla. – Kwestia dobrania tej najlepszej dla mnie formuły. Możliwe, że jest to już czas przejścia na przyjemne, satysfakcjonujące amatorstwo i zajęcie się zawodem. Niedawno skończyłem studia, jestem magistrem psychologii, gotowym do wykonywania tej pracy. Cieszę się, że spróbowałem triathlonu, ale może to nie ten czas i nie te możliwości, by uprawiać go zawodowo? Natomiast fajne sportowo rzeczy? Bezdyskusyjnie cały czas tak!
Zaznacza, że wciąż można na niego liczyć, już wstępnie jest umówiony na udział w sztafecie w kolejnych zawodach z cyklu IRONMAN Poland. W nawiązaniu do nagranej przez niego przed laty piosenki, można powiedzieć, że „wciąż mu się chce”. Kariery muzycznej, jak i sportowej, wciąż zresztą nie zawiesił. Wkrótce pojawi się nowy teledysk do utworu „Ciemno w snach”. Startu w Warszawie żal, ale świat się na nim nie kończy.
– Wszystko było fajnie przygotowane, fajne miejsce, wielu znajomych, w tym mój kolega, który rapowo rymując zagrzewał biegnących – zaznacza. – Dostaliśmy z Tomkiem oklaski przed wejściem do wody, braliśmy udział w konferencjach zapowiadających imprezę. To są takie bardzo fajne elementy, które dają poczucie zintegrowania się z otoczeniem sportowym. Wchodzi się między pełnosprawnych sportowców i startuje razem z nimi ramię w ramię. To jest właśnie ogromna przewaga i atut tych ulicznych imprez, one dają niesamowite poczucie bycia częścią, niezależnie od tego, w jakim się jest stanie i z czym się boryka. Robimy to samo obok siebie, przybijamy sobie piątki, motywujemy się nawzajem. To jest strasznie fajne, bardzo orzeźwiające. To ogromna zaleta imprez masowych. Aż czuję takie fajne motylki, jak o tym mówię. Tak strasznie to jest budujące.