Aktualności

Poznaj kadrę na Mediolan-Cortinę 2026: Piotr Garbowski i przewodnik Jakub Twardowski 

Dosłownie przed chwilą zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej pucharu świata sezonu 2025/2026. Najwyższe w karierze, a zaczynał dziewięć lat temu. 

– Już drugi rok startujemy tylko w biegach i udało nam się dwa razy stanąć na podium pucharu świata, a w tym drugim roku być na drugim miejscu w klasyfikacji ogólnej – mówi Piotr Garbowski. – Jest więc efekt, bo wcześniej trochę się to rozmywało. Jak się chce łapać kilka srok za ogon, to wszystkie uciekną. 

Wcześniej uprawiał też jednocześnie parabiathlon. Wciąż bardzo lubi tę dyscyplinę, ale przyznaje, że strzelnica potrafi wyprowadzić z równowagi. 

– Zawsze było w głowie: „czy dzisiaj wyjdzie to strzelanie?” – tłumaczy. – A w narciarstwie mogę sobie powiedzieć, że biegnę tyle, na ile się przygotowałem i tylko tyle chcę od siebie. Głowa jest spokojniejsza. 

Kierat 

Słowa, że zaczynał dziewięć lat temu, to tylko część prawdy. Dotyczą rywalizacji wśród osób z niepełnosprawnością wzroku. Tak naprawdę startował już wcześniej. Pod koniec lat 80., jako zawodnik GLKS Karpaty Klimkówka, zdobywał nawet medale mistrzostw Polski LZS. Najlepiej szły mu biegi narciarskie, choć uprawiał też biathlon. Miał 20 lat, gdy po ukończeniu szkoły musiał zostawić marzenia o byciu sportowcem na – wydawało się – zawsze. 

Poszedł do pracy i przez dobrze ponad dwie dekady był stolarzem. Założył rodzinę, zbudował dom, pojawiły się dzieci. W stolarni pracował nawet wtedy, gdy zaczął tracić wzrok. Właściwie od razu wiadomo było, dlaczego. Dwoje spośród starszego rodzeństwa też miało zwyrodnienie plamki żółtej. Do diagnozy wystarczyło, że do okulisty poszedł z kartoteką brata. Postępy choroby udało się jednak zatrzymać, a paradoksalnie okazało się, że z powrotem otworzyła ona drzwi do sportu. 

Trener z dawnych czasów odnalazł Piotra i namówił na sport uprawiany przez zawodników niewidomych i słabowidzących. Znów go to wciągnęło, w czego efekcie już w 2018 roku pojechał na zimowe igrzyska paralimpijskie do Pjongczangu. 

– Do samego końca była walka o zakwalifikowanie się, do ostatniego pucharu świata – wspomina. – A później pojechałem tam przygotowany najlepiej, jak tylko mogłem. Bardzo miło to wspominam, choć niemal wszystkie biegi kończyliśmy na dziewiątym miejscu. 

To o tyle niedobrze, że oznacza o jedną pozycję zbyt nisko, by otrzymywać stypendium. Dlatego po igrzyskach jeszcze przez dłuższy czas musiał łączyć treningi i starty z pracą. „Kierat” – mówi dziś. Plus tylko taki, że nie musiał chodzić na siłownię, bo praca w stolarni w zupełności wystarczała. Dziś do pracy już nie chodzi, wciąż ma natomiast przy domu warsztat stolarski. 

– Wszystkie maszyny są, więc jakby Sebastian chciał kiedyś spróbować stolarki, to będzie miał wszystko gotowe – mówi. 

Syn, czyli duma 

Sebastian to syn, z którego Piotr jest bardzo dumny. Ma 18 lat i właśnie na początku marca 2026 roku reprezentuje Polskę w mistrzostwach świata juniorów w biathlonie. Biega od dzieciństwa i to w sumie dzięki niemu Piotr po latach ponownie założył narty. Ktoś w końcu musiał syna nauczyć poruszania się po śniegu. 

– Nie wiem, ile on mógł mieć wtedy lat, roczek, może półtora, w każdym razie jakoś już tam na nogach stał – wspomina Piotr. – Pamiętam taką scenę: jest zima i w ogrodzie, a mieszkam blisko drogi, przypinam mu narty i stawiam go na nich, a drogą idzie nauczycielka WF i krzyczy: „Piotrek, co ty robisz? On jeszcze na nogach nie umie stać, a ty już mu narty przypinasz?”. Miał trzy latka, gdy wziąłem go pierwszy raz na zawody. Nie ma kategorii trzylatków, więc startował z większymi od siebie chłopakami, tymczasem skończył na drugim miejscu, dostał medal, puchar i to wystarczyło. 

Piotr zabierał go też na swoje obozy, podczas których syn stawał się nawet przez chwilę… członkiem kadry szkoleniowej dla pozostałych zawodników. 

– Ja trenowałem swoje, a oni chodzili za Sebastianem, który pokazywał im kroki, jak się biega na nartach – tłumaczy Piotr. 

Niedawno pojawił się nawet pomysł, by jego syn został przewodnikiem Błażeja Bieńki, który także znalazł się w kadrze na igrzyska w Mediolanie-Cortinie. Dobrze się przecież znają, a Sebastian asystował już kiedyś na trasie innemu zawodnikowi. Wie, jak zachować się na strzelnicy i w czym pomagać na trasie. Dostał jednak powołanie na mistrzostwa świata juniorów i ojciec na igrzyska pojechał sam. 

Przewodnikiem Piotra jest Jakub Twardowski. Sam jako zawodnik biegał na nartach. We wrześniu 2017 roku dał się namówić znajomemu trenerowi na asystowanie Piotrowi. Wiedział, że będzie to działalność charytatywna, lecz choć nie miał stałej pracy, nie wahał się. Studiował na AWF w Krakowie, by być trenerem, chciał jednak pozostać w biegach i dołączył do kadry. 

Człowiek orkiestra 

Minęło niemal dziewięć lat i wciąż w tej kadrze jest. 

– Wtedy tak na próbę przyjechał na obóz, później na następny, taki młody chłopak po dwudziestce – pamięta Piotr. – A przez te wszystkie lata udało się chłopaka ożenić, ma jedno dziecko, drugie, dom się buduje. Wszystko idzie zgodnie z planem, można powiedzieć – dodaje ze śmiechem. 

Prócz zmian w sytuacji rodzinnej, znacząco zmieniła się też jego rola w kadrze. To dziś prawdziwy człowiek orkiestra. Prócz bycia przewodnikiem Piotra, przede wszystkim jest trenerem z ramienia Związku Kultury Fizycznej OLIMP, pracującym z kadrą słabowidzących biathlonistów i biegaczy. Na igrzyska jedzie troje z nich – prócz Piotra także Błażej Bieńko i Paweł Gil, oczywiście z przewodnikami. Jakby tego było mało, Jakub jest też organizatorem zgrupowań i wyjazdów, a nawet kierowcą. 

– Zdecydowałem się na to wszystko i nie mogę narzekać – zaznacza. – Pracy jest bardzo dużo, ale wszystko wynagradzają mi wyniki i poziom sportowy chłopaków. Bardzo się cieszę, że na igrzyska udało mi się doprowadzić trzech zawodników. 

Podkreśla, że bez mrugnięcia okiem wszedłby w to wszystko raz jeszcze. Jedyny minus: zdecydowanie zbyt często jest poza domem. Jego synek ma 4 latka, a córeczka roczek. On ma urodziny 18 marca, a ona osiem dni wcześniej. To oznacza, że w tym roku taty nie będzie na jej urodzinach, tylko na igrzyskach. 

– Dobrze, że byłem przy narodzinach – zaznacza. – Cztery lata temu z igrzysk w Chinach wracaliśmy 16 marca, a dwa dni później urodził się mój syn. Żona była już w szpitalu i można powiedzieć, że czekała na mnie. 

Rok za rokiem 

Trudy sportowego życia odczuwa także Piotr. Podkreśla jednak, że po prostu lubi to, co robi i wtedy nabiera to sensu. Stale chce sobie udowodnić, że można lepiej się przygotować i powalczyć w kolejnych zawodach. I tak mija rok za rokiem. Po drodze były mistrzostwa świata i zimowe igrzyska paralimpijskie – w Pjongczangu i Pekinie. Zdaniem Jakuba, choć metryka by na to nie wskazywała, Piotr cały czas się rozwija. 

– Piotr bardzo się zmienił – podkreśla. – Gdy popatrzymy na zdjęcia sprzed ośmiu lat z Pjongczangu… Czasem się z tego śmiejemy wewnątrz naszej grupy. Wyglądał jak facet z małym brzuszkiem, który ledwo wstał z krzesła. W tej chwili jest naprawdę mocno wybiegany. Do tego zmienił przyzwyczajenia żywieniowe i sam widzi tego efekty. 

Piotr bardzo chwali Jakuba za to, jak potrafił zorganizować ścieżkę przygotowań przed igrzyskami. Obozy, starty, hotele, wszystko było dopięte na ostatni guzik. Sam z kolei stara się wspierać młodych zawodników. Jest też zawsze do dyspozycji, gdy trzeba zaprezentować dzieciom i ich rodzicom parabiathlonowe strzelanie na słuch z karabinu na podczerwień. To duża atrakcja podczas pikników paralimpijskich, do stanowiska strzeleckiego zawsze jest spora kolejka. 

– Mnie to nie dziwi, sam na ich miejscu chciałbym spróbować, jak niewidomy może strzelać – zaznacza. – A my zawsze chętnie jedziemy i ludziom to pokazujemy. 

Choć nie startuje już w parabiathlonie, przyznaje, że lubi sobie czasem postrzelać na treningach. Najbardziej jednak lubi czuć satysfakcję po dobrym biegu. 

– Ja nigdy nie oczekuję od startu cudu – tłumaczy. – Jak idziemy na start, mówię zawsze, że pobiegnę tyle, ile dam radę, i tylko tyle chcę pobiec. Oczywiście, każdy chce wygrać, ale ja chcę tylko pobiec to, na co jestem przygotowany. 

Oddaj głos

Wpisz swój adres e-mail, a my wyślemy wiadomość z linkiem weryfikacyjnym.
Kliknij w link, aby potwierdzić swój głos i uczestnictwo w plebiscycie.

loading...