Dość późno zaczęła jeździć na nartach. Pierwszy raz miała je na nogach w wieku 17 lat. To był 2017 rok, a już pięć lat później pojechała na zimowe igrzyska.
– W Pekinie byłam w przedszkolu, a teraz jestem na etapie podstawówki – śmieje się Aneta Kobryń, licząc lata spędzone z nartami.
Rzeczywiście, zimowe igrzyska paralimpijskie w Pekinie w 2022 roku nie były najłatwiejszym doświadczeniem. Pandemia, reżim sanitarny, specyficzny śnieg na trasach, zawody rozgrywane na dużej wysokości. Aneta pojechała tam na podstawie dzikiej karty z przewodniczką Catherine Spierenburg. Choć w biegowym sprincie „poszła w trupa” i za metą długo leżała zmęczona na śniegu, zajęła 9. miejsce, pierwsze z tych, które nie dawały awansu do półfinału. W kolejnym biegu po kontuzji musiała zejść z trasy. Najlepszym wynikiem okazało się ósme miejsce w sprincie w parabiathlonie.
– Mimo wszystko, bardzo mi się ten klimat igrzysk podobał – przyznaje Aneta. – To zupełnie co innego niż puchar świata.
Żółta piłka
W dzieciństwie zawsze była aktywna. Lubiła biegać, zwłaszcza sprinty, grała też w tenisa stołowego.
– Miałam cudowną nauczycielkę wychowania fizycznego – wspomina. – Mimo tego, że miałam bardzo dużo barier do pokonania, żeby grać w siatkówkę, to uwielbiałam ten sport. Problem polegał jednak na tym, że już z odległości dwóch metrów nie widziałam lecącej piłki. Zauważyłam jednak, że lepiej widzę żółtą, więc moja grupa specjalnie miała piłkę w tym kolorze.
Była na początku podstawówki, gdy dowiedziała się, że ma chorobę Stargardta, która polega na stopniowym pogarszaniu się centralnej ostrości wzroku. Z czasem coraz trudniej było się jej odnaleźć wśród pełnosprawnych rówieśników w rodzinnym Boniewie w województwie kujawsko-pomorskim. Przyznaje, że nie do końca czuła się przez nich akceptowana. W wieku 14 lat poszła do szkoły z internatem w ośrodku w Laskach pod Warszawą. Prócz nauki, zaczęła tam grać w goalballa. Kolega z drużyny, Paweł Nowicki, namówił ją na wyjazd do Kościeliska, by spróbować jazdy na nartach. Spodobało jej się, choć początki do łatwych nie należały.
– Wywróciłam się tyle razy, że trudno to zliczyć – śmieje się. – Zdecydowanie była to metoda prób i błędów. Wydolnościowo też było bardzo ciężko. Ja przecież na dłuższych dystansach nie za bardzo lubiłam biegać na nogach, a co dopiero na nartach.
Pojawiły się jednak możliwości dalszej nauki, w tym obozy sportowe, a potem zawody. Paweł Nowicki potrzebował stałego przewodnika i tak w 2019 roku w kadrze pojawił się Jan Kobryń. Stał się jednocześnie trenerem Pawła i Anety, która wtedy jeszcze nosiła nazwisko Górska.
Domowy trener
– To była ogromna pomoc, a że nie było za bardzo finansów, to mieszkaliśmy i trenowaliśmy u jego rodziców w Bystrzycy Kłodzkiej – opowiada Aneta. – Zaczęliśmy się przyjaźnić i po pewnym czasie zauważyliśmy, że brakuje nam siebie, gdy się długo nie widzimy. No i tak to się zaczęło.
W 2024 roku wzięli ślub. Mieszkają pod Monachium, gdzie Jan znalazł pracę jako inżynier lotnictwa. Wcześniej musiał się odsunąć od sportu, ponieważ po igrzyskach nie widział lepszych perspektyw na trening i życie. Zespół został rozwiązany. Anetę wziął pod skrzydła Wiesław Cempa, trener kadry narodowej z ramienia PZSN „Start”.
– Trener Cempa rozpisuje mi plany treningowe, ale w domu jestem z nimi sama, więc Janek jest takim domowym trenerem, który pomaga, dogląda i pilnuje realizacji założeń – tłumaczy Aneta. – Poświęca też czas, by ze mną pobiegać, bo ja tego sama nie zrobię, a w tym sporcie najważniejsza jest ciągłość treningowa. Do tego serwisuje narty, dba o transport. Bardzo dużo mu zawdzięczam, jeśli chodzi o ten rok przygotowań do igrzysk.
Mieszkanie pod Monachium ma swoje plusy – blisko jest do świetnych tras narciarskich w Ruhpolding czy Finsterau. Ma też jednak minusy – choćby jeśli chodzi o studia Anety. Jest na piątym roku żywienia w sporcie na AWF w Warszawie. Na szczęście na uczelni może liczyć na wyrozumiałość. Są tam przyzwyczajeni do sportowego trybu życia części studentów. Ten sezon jest pod tym względem szczególny, przed igrzyskami czas wypełniają treningi, zgrupowania i starty. Od dwóch lat Anetę wspiera na trasie Bartłomiej Puto.
Flagi na twarzach
Z wykształcenia jest fizjoterapeutą. Gdy Witold Skupień szukał akurat kogoś takiego na obóz, na zastępstwo, nie odmówił. Niedługo później dostał propozycję od trenera Cempy, aby zostać także przewodnikiem Anety.
– No i od tamtej pory jeżdżę z kadrą jako przewodnik i jednocześnie fizjoterapeuta – mówi Bartłomiej.
Pochodzi z Kasiny Wielkiej, a kto zna biegi narciarskie, ten wie, że to tak samo, jak Justyna Kowalczyk, multimedalistka igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata. Jako młody chłopak, urodzony w roku 2000, był świadkiem jej największych sukcesów.
– Pamiętam, że jak zdobywała medale na igrzyskach, to jeździło się, kibicowało z szalikami, malowało flagi na twarzach, to były ogromne emocje – wspomina. – W 2014 roku w Kasinie powstał Zagórzański Klub Sportowy, w którym trenerami byli biathloniści, w tym olimpijczyk Jan Ziemianin.
14-latkowi wiele więcej nie trzeba, zaczął treningi biathlonowe, a jako liceum wybrał szkołę mistrzostwa sportowego w Zakopanem. Dziś przyznaje, że choć był to dobry wybór, nie czuł jakiegoś ogromnego wsparcia swoich wysiłków. Miał trochę sukcesów juniorskich, ale po ukończeniu liceum musiał zdecydować, co dalej. W internacie mieszkać już nie mógł, a nie chciał obciążać rodziców kosztami mieszkania w Zakopanem. Poszedł na studia zakresu fizjoterapii i tuż po ich ukończeniu związał się z kadrą paralimpijską.
Prawie jak lektor
Łączenie funkcji fizjoterapeuty i przewodnika do łatwych nie należy, a Bartłomiej dodatkowo pomaga jeszcze czasem w testowaniu nart i we wszystkim, co trzeba, by zawodnicy mogli skupić się na treningu i startach, a potem regeneracji i odpoczynku. Nie narzeka jednak, docenia szansę, jaką dostał. Podkreśla, że to dla niego nobilitacja.
Tym bardziej, że przewodnicy doceniani są na tyle, że oni także stają na podium i otrzymują medal. Nie jest to przecież łatwa rola, Mimo własnego wysiłku fizycznego, przede wszystkim trzeba dbać o to, by zawodnik miał możliwość pokazania pełni możliwości. Bartłomiej biegnie na nartach przed Anetą, przy twarzy ma mikrofon, na plecach głośniczek, a przy sobie zawsze… tabletki na gardło.
– Bardzo dużo pracuję głosem, prawie jak lektor – śmieje się. – Cały czas w trakcie biegu, regularnie wydaję komendy, głównie takie krótkie: „hop, hop, hop”, Aneta zaś podąża za tym dźwiękiem. Do tego na bieżąco informuję o tym, co się dzieje, choćby o początku czy końcu toru. Jak jest zakręt, to powtarzam na przykład: „w prawo, w prawo, w prawo”. O wszystkim tym muszę mówić z małym wyprzedzeniem.
Na głosie Bartłomieja Aneta polega w pełni. Choroba postępuje i zdaniem lekarzy zostało jej około 2 proc. wzroku.
– Wydaje się, że rywalki widzą trochę lepiej, one jeszcze bazują na tym, że dostrzegają sylwetkę przewodnika – mówi Aneta. – Można więc powiedzieć, że oprócz całkowicie niewidomej Czeszki Simony Bubeníčkovej jestem w całej stawce najgorzej widzącą zawodniczką.
Frajda zamiast paniki
Aneta ciężko pracuje, by być coraz lepszą narciarką. Po igrzyskach w Pekinie odstawiła parabiathlon, by skoncentrować się na biegach. Woli styl klasyczny od łyżwowego, ale w obu przypadkach jej wyniki idą w górę.
– Na pewno bardzo dużo zmieniłam przez ostatni rok – mówi. – Moją słabą stroną były zjazdy, bardzo się ich bałam, nie czułam się na nich pewnie. Dużo pracy wykonaliśmy z mężem i przewodnikiem, żeby ten element był akceptowalny. Dziś mam już nawet frajdę z tych zjazdów, zamiast strachu czy wręcz paniki.
W 2025 roku zdobyła dwa brązowe medale 32. Zimowej Uniwersjady w Turynie. W tym samym sezonie zajęła trzecie miejsce w klasyfikacji pucharu świata. W 2026 roku jest czwarta, a w finałowych zawodach na Polanie Jakuszyckiej dwukrotnie zdobyła brązowy medal.
– To było takie kolejne małe natchnienie na tę ostatnią prostą do igrzysk – zaznacza. – Chcę się na nich cieszyć sobą i przede wszystkim mieć frajdę z biegania. Zmęczyć się, dać tyle, ile mogę. A za 50 lat móc powiedzieć wnukom, że babcia wystartowała w igrzyskach i dała z siebie wszystko.
Tekst: Tomasz Przybysz-Przybyszewski, zdjęcia: Bartłomiej Zborowski













