Aktualności

„Pierwszy kilometr to wielka rzecz”. Za nami 6. Orlen Paralympic Run

Rywalizacja setek biegaczy na dwóch dystansach, piknik z prezentacją różnych dyscyplin, gwiazdy sportu olimpijskiego i paralimpijskiego. W niedzielę, 20 września 2026 r., w warszawskim parku Kępa Potocka odbył się 6. Orlen Paralympic Run.

„Umówiliśmy się tak, że ja chodzę, Basia Bieganowska biega, a Maria Żodzik rządzi medalami” – mówił Robert Korzeniowski, czterokrotny mistrz olimpijski, zagrzewając do walki kilkaset osób przed biegiem na 5 km. Od pierwszej edycji jest ambasadorem Orlen Paralympic Run.

– To jest osobiste zobowiązanie, zawsze rezerwuję sobie miejsce w kalendarzu. Czy to będzie ósmy, czy 28. bieg, mam nadzieję, że tutaj będę – tłumaczył. – To ogromny sukces, że ta impreza rośnie. Aktywność nie jest przecież zarezerwowana tylko dla tych, którzy są na poziomie medalistów olimpijskich czy też ludzi, którzy nie mają żadnych barier. Ruch na pewno nam wszystkim w życiu pomaga, korzystajmy więc z niego w taki sposób, jaki tylko możemy. Kiedy się ruszam, czuję się lepiej, czuję, że zrobiłem dla siebie coś ważnego. Kiedy ruszam się z innymi, czuję, że buduję relacje. Kiedy zachęcam do ruchu innych, wiem, że na tym polega moja misja.

W tym roku ambasador miał dodatkową satysfakcję, bo bieg na dystansie 1 km wygrał nastoletni zawodnik z jego klubu RK Athletics Warszawa, Władek Sabat.

– Nawet nie biegłem na maksa – mówił tuż za metą młody zwycięzca. – Mój rekord to 3:26, a teraz było 5:24.

Za nim na metę dotarło niemal 300 osób.

– Jestem bardzo dumny z Władka, ale przede wszystkim jestem dumny z jego rodziców, że tak go fajnie wychowują do sportu – nie ukrywał Robert Korzeniowski.

Dystans 1 km ukończyła także mama Władka, Anna Sadura-Sabat.

– Nie umawialiśmy się na to, to jest totalny przypadek, nie wiedzieliśmy, że mistrz tu będzie, a mistrz nie wiedział, że my będziemy – przekonywała. – Po prostu rodzinnie zabrałam syna, a spotkaliśmy mistrza z jego klubu.

Podkreśliła, że sama dystans pokonała nie biegiem, lecz spokojnym marszem.

„W czołówce końca”

Tak samo zrobiło sporo zawodniczek i zawodników. Taka jest zresztą idea Orlen Paralympic Run. Trasę 1 km można pokonać biegnąc, maszerując, poruszając się na protezach, o kulach czy na ręcznym wózku. To marszobieg, w którym udział może wziąć naprawdę każdy – niezależnie od wieku i poziomu sprawności.

– Byliśmy gdzieś w czołówce końca – śmiała się na mecie Ewa Rybałtowska.

– Ale to już nasze czwarte podejście – dodał jej mąż, Kazimierz.

Trasę 1 km pokonali razem z 10-letnią córką Amelią, którą pchali na wózku.

– Jesteśmy tutaj ze względu na nią, ona też ukończyła ten dystans, i to właściwie przed nami – mówiła pani Ewa. – To jest świetna inicjatywa, która umożliwia łączenie się z innymi uczestnikami, poznawanie nowych ludzi, budowanie społeczności. Tutaj możemy być wszyscy razem, bez żadnych ograniczeń, sztucznego napinania się, że trzeba biec na czas. Trzeba tylko ukończyć. Zachęcam rodziców osób z niepełnosprawnościami do takiego wyjścia, aktywności, choćby raz w roku z okazji tego biegu.

– A my szykujemy się na 5 km – dodał z uśmiechem pan Kazimierz. – Tylko że na „piątkę” to już trzeba mieć trochę więcej kondycji. Bo tu niby tylko kilometr, ale jak człowiek za bardzo nie uprawia sportu, to i tu można się spocić.

„Piątkę” za rok planuje też Katarzyna Dinst. Na razie zaczęła od ukończenia dystansu 1 km. W Orlen Paralympic Run wzięła udział po raz pierwszy.

– To bardzo fajna impreza. Ludzie biegali w różnym tempie, ale sama nawiązywała się między nimi rywalizacja, a dzieci motywowały rodziców, żeby przyśpieszyć – opowiadała. – Po drodze mieliśmy nieoczekiwanego kibica w postaci dzika, który przebiegł krzakami obok naszej trasy. Nie miał numeru startowego, ale może właśnie po niego biegł, żeby zapisać się na „piątkę”? – śmiała się.

Bardzo podobała jej się formuła całej imprezy.

– Chodzi o to, żeby to nie była integracja, a włączenie, czyli jeden wspólny bieg, który pokazuje, jak różnorodnym jesteśmy społeczeństwem – tłumaczyła. – Integracja polega czasem na tym, że robimy jakiś specjalny event dla osób z różnymi niepełnosprawnościami, żeby nie pomyślały, że je wykluczamy, ale jednak osoby pełnosprawne mają swoje wydarzenia. Natomiast włączenie polega na tym, że niezależnie od sprawności chcemy pobiec wspólnie, organizujemy więc taki bieg.

„To jest kosmos”

Podobnego zdania jest Maria Żodzik, nasza wicemistrzyni świata w skoku wzwyż, także ambasadorka 6. Orlen Paralympic Run.

– Nieważne, czy biegamy, czy chodzimy, czy jeździmy, to jest to aktywność, i to jest super, do tego należy dążyć – podkreślała. – Tutaj jest tak dużo ludzi, sporo dzieci, wszyscy są aktywni.

Zgodnie z podziałem ról, zaproponowanym przez Roberta Korzeniowskiego, jej głównym zadaniem było wręczanie na mecie pamiątkowych medali. Sama także ruszyła na trasę, przyznała jednak, że część dystansu przespacerowała.

– Kilometr to dla mnie dużo, ja tyle nie biegam, u mnie rozbieg przed skokiem to dziewięć kroków, więc nie potrzebuję takich długich dystansów – śmiała się.

Docenia jednak wysiłek tych, którzy ukończyli jeden z biegów. Ma też ogromny szacunek dla skoczków wzwyż, rywalizujących o medale na igrzyskach paralimpijskich.

– Widziałam zawodnika, który skakał na jednej nodze – mówiła. – To jest niesamowite, bo trzeba tak dużo wysiłku, żeby to wytrenować. My, pełnosprawni zawodnicy, chodzimy na dwóch nogach i nam się wydaje, że skakać w ten sposób jest ciężko. Tymczasem bez jednej nogi to jest kosmos! Jak bardzo mocne trzeba mieć mięśnie!

Poziom igrzysk to jednak wiele lat treningów, tymczasem założeniem Orlen Paralympic Run jest masowość, a więc danie możliwości sprawdzenia się z samym sobą uczestnikom o różnych poziomach sprawności. Motywacje do wzięcia udziału są zresztą bardzo różne.

– Polski Komitet Paralimpijski jest u mnie trochę w sercu ze względu na to, że mam niepełnosprawną córkę – mówiła Małgorzata Pawłowska-Woźniak. – Przyjeżdżam tutaj ze Śląska od samego początku. Nie wyobrażam sobie, żeby miałoby mnie tu nie być. Przyjeżdżam z mężem, są też znajomi.

Pani Małgorzata przyjechała ze Śląska, a dokładniej z Toszka, miejsca urodzenia sir Ludwiga Guttmanna, twórcy światowego ruchu paralimpijskiego. Uwagę zwracał trzymany przez nią na smyczy czekoladowy labrador w kolorowej spódniczce.

– Biegłam dziś z kudłatą seniorką, 13-letnią Airą – mówiła. – Podoba mi się, jak wszyscy jesteśmy tutaj razem, bez wykluczania kogokolwiek.

„To ważne dla głowy”

Dosłownie razem były Jolanta Koteras i Katarzyna Wiśniewska. Dystans 5 km pokonały wspólnie i na mecie miały dokładnie ten sam czas. Pani Jolanta od lat bierze udział w kolejnych edycjach Orlen Paralympic Run.

– W tym roku namówiłam też koleżankę – zaznaczyła.

– Było bardzo fajnie i myślę, że to nie był ostatni raz – podkreśliła „namówiona”, czyli pani Katarzyna. – Wspólnie trenujemy crossfit, od roku mamy mocny trening. Myślę, że jestem teraz w życiowej formie, bo wcześniej zawsze coś przeszkadzało. Mam też dwójkę dzieci, więc musiały być przerwy, a teraz wracam do formy i chciałabym mocno postawić na siebie.

Z kolei u pani Jolanty bieganie to już część jej życia.

– Zabrałam się za nie tak po prostu, nie wiem, z czego to wyszło, ale pewnego razu postanowiłam, że wezmę udział w Wings for Life – mówiła. – Przebiegłam około 7 km, wtedy jeszcze na takiej najzwyklejszej protezie, w której chodzę na co dzień – teraz biegam już na sportowej. Strasznie mi się to spodobało.

Później odkryła Orlen Paralympic Run. Polubiła podejście organizatorów i uczestników. Życzliwość, uśmiechy, przybijanie „piątek” na trasie. Samo bieganie to dla niej coś więcej niż tylko ruch. Bardzo poleca je innym.

– To ważne dla głowy. To pewnego rodzaju wolność, móc wyjść i przewietrzyć umysł, zamiast siedzieć w domu i narzekać, jak mi jest źle. Nikomu nie jest łatwo, ale dzięki aktywności fizycznej mam na to więcej siły i chęci do życia – tłumaczyła. – To też ważne na przyszłość. Z wiekiem każdy jest mniej mobilny, a tym bardziej osoba niepełnosprawna. Warto więc zadbać o przyszłość, by być kiedyś bardziej samowystarczalnym, niezależnym.

Podobnego zdania jest pani Katarzyna.

– Wiadomo, że nie każda aktywność jest dla każdego, ale każdy może znaleźć coś dla siebie – podkreśliła. – Ja uwielbiam crossfit, ale nie każdemu musi to pasować. Warto jednak szukać dla siebie czegoś, co sprawia przyjemność, co jest tylko moje i czego nikt mi nie zabierze.

„Jak było? Żyję”

Dla Natalii Jarmakowskiej czymś takim jest parapływanie. To bardzo młoda zawodniczka, ale w barwach łódzkiego Startu rywalizuje już w zawodach ogólnopolskich.

– W mistrzostwach Polski, zawodach Grand Prix Polski, na 50, 100, 200 m, w sztafetach, różnymi stylami, zdobywam też medale – wymieniała. – Tutaj kawałek przebiegłam, kawałek przeszłam. Było ciężko, bo pierwszy raz biegłam taki dystans. Ale fajne było to, że każdy siebie nawzajem wspierał, pytał, czy wszystko w porządku, gdy ktoś się zatrzymywał.

Natalia miała na dystansie 5 km startować z koleżanką, ta jednak nie przyjechała i z jej miejsca skorzystał tata Natalii, pan Michał.

– Bez żadnego treningu, bez niczego – mówił na mecie. – Jak było? Żyję – dodał ze śmiechem.

O wiele lepiej przygotowany był Hubert Celuch, strażak OSP w Osinach w województwie świętokrzyskim. Jego wyposażenie znacząco różniło się od cienkich koszulek innych startujących.

– Przebiegłem w całym umundurowaniu bojowym wraz z aparatem ochrony dróg oddechowych, czyli w pełnym wyposażeniu strażaka – tłumaczył. – Nie miałem tylko maski podpiętej, bo to byłoby dosłownie niemożliwe. Dałoby się, ale po prostu butla nie wystarczy na 5 km.

Tego typu wyzwania to dla niego nie pierwszyzna. Startuje w zawodach strażaków i nie tylko, m.in. dzień wcześniej wbiegł na 53. piętro Varso Tower.

– Pomyślałem, że skoro tam biegam w umundurowaniu, to tutaj też wystartuję i sprawdzę swoją wytrzymałość – mówił. – Było ciężko, ale dałem radę.

„Kiedyś trzeba zacząć”

– Właśnie o to chodzi, że tutaj nieważne jest, w jakim tempie, w jakim czasie, nieważne, jakim sposobem, ważne jest to, żeby być razem i wspólnie spędzać czas przy aktywnościach sportowych – podkreślał Paweł Patkowski, dyrektor Biura Sponsoringu Sportu Orlen S.A. – Jako Orlen jesteśmy głównym sponsorem szóstej edycji biegu, z czego jesteśmy naprawdę dumni. Jesteśmy też bardzo szczęśliwi, że tak dopisała dzisiaj frekwencja. Myślę, że wszyscy nie tylko dobrze się bawią, ale wiedzą też, jak szczytna jest idea tego wydarzenia.

Dyrektor Patkowski był starterem obu biegów, na 1 km i 5 km. Ten drugi dystans jako pierwszy pokonał ukończył Dawid Zarodkiewicz z Kobyłki. Jego czas to 16:47.

– Przy okazji ważnej idei wpadły i zwycięstwo, i „życiówka” – mówił szczęśliwy tuż za metą. –  To moje pierwsze zwycięstwo, a uczestniczę już czwarty albo piąty raz. Jestem więc starym wyjadaczem. Zawsze jest fajnie, wspaniała organizacja i świetne wsparcie od naszych olimpijczyków. Widzę, że osoby z niepełnosprawnościami też czują się tutaj zachęcone do wysiłku i rywalizują zaciekle, a chyba o to chodzi.

13 sekund za nim wpadł na metę Witold Skupień, mistrz świata i czterokrotny uczestnik zimowych igrzysk paralimpijskich w biegach narciarskich. Zmęczony padł na asfalt i przez krótką chwilę leżał na plecach. Po kolejnych 21 sekundach na mecie zameldowała się Barbara Bieganowska-Zając, pięciokrotna mistrzyni paralimpijska w biegach na 800 i 1500 m.

– Jestem na tym biegu pierwszy raz, zawsze miałam problem ze „wstrzeleniem się” w tę datę, bo a to zawody, a to zgrupowania, a to inne wyjazdy – mówiła. – Bardzo się więc cieszę, że mogłam w końcu przyjechać i wystartować. Podoba mi się trasa, jest świetnie przygotowana, do tego życzliwi ludzie, którzy wspierali nas podczas biegu. Nie ukrywam, chciałam pobiec z chłopakami z czołówki, bo wiedziałam, że będzie szybko. Chciałam być w pierwszej piątce, a znalazłam się w trójce. A przecież jestem teraz w trakcie roztrenowania, czyli nie w pełnym gazie, gdy mogłabym biegać na 100 procent.

Jej zdaniem taki bieg może być dla kogoś świetnym początkiem czegoś wielkiego. Sama zaczynała od biegów ulicznych. Na pierwszy z nich zabrał ją w 1994 roku nauczyciel WF. Wygrała kategorię dzieci. Niedługo później w mistrzostwach województwa przez pomyłkę wystartowała w kategorii starszych od siebie rywalek i nie dała im szans. Taki start był niezgodny z regulaminem, więc ją zdyskwalifikowano. Dziesięć minut później pobiegła raz jeszcze, już w swojej kategorii wiekowej, i… znów wygrała.

– Miałam wtedy niespełna 14 lat i tak zaczęłam swoją karierę, bo bardzo mi się to spodobało – wspominała. – Złapałam sportowego bakcyla i do dziś jestem aktywnym sportowcem. Ale kiedyś trzeba zacząć, trzeba postawić ten pierwszy krok.

Szóstej edycji Orlen Paralympic Run towarzyszył Piknik Paralimpijski, podczas którego można było spróbować swoich sił w szermierce na wózkach, na ławeczce ze sztangą, trenażerze wioślarskim albo narciarskim czy z karabinem biathlonowym. Swoją strefę miała też Grupa LUX MED.

– Bieg się rozwija, z roku na rok przybywa uczestników, rośnie też jego oprawa, możliwość skorzystania z różnych atrakcji dla dzieci i dorosłych – podkreślał Łukasz Szeliga, prezes Polskiego Komitetu Paralimpijskiego, organizatora wydarzenia. – Jest tu mnóstwo rodzin, sporo nowych twarzy, w tym ludzi z niepełnosprawnościami, a to być może najważniejsze w tym przedsięwzięciu. Debiutanci przełamują swoje ograniczenia, wychodzą ze strefy komfortu. Pierwszy kilometr to wielka rzecz. Mały, choć tak naprawdę olbrzymi krok. Do tego dochodzi bieg na dystansie 5 km, w którym udział biorą już bardziej zaawansowani biegacze, którzy mogą się trochę pościgać. Skoro jest tak duże zainteresowanie, to będziemy ten bieg rozwijać i w przyszłym roku organizować w formule masowej, czyli dla liczby osób większej niż tysiąc. Natomiast w dłuższej perspektywie będziemy pracować nad tym, żeby Orlen Paralympic Run stał się jednym z ważniejszych wydarzeń biegowych.

Fot. Paweł Bejnarowicz – Sport Art

Oddaj głos

Wpisz swój adres e-mail, a my wyślemy wiadomość z linkiem weryfikacyjnym.
Kliknij w link, aby potwierdzić swój głos i uczestnictwo w plebiscycie.

loading...