Aktualności

„Przygotowani i przyszłościowi”. Za nami mistrzostwa świata w paraujeżdżeniu

W dniach 11-23 sierpnia 2026 r. w Akwizgranie odbyły się Mistrzostwa Świata FEI, czyli Międzynarodowej Federacji Jeździeckiej. Ich częścią była rywalizacja światowej czołówki w paraujeżdżeniu, w której udział wzięła czwórka Polaków.

Inne dzieci bały się kucyków z gospodarstwa jej dziadków. Tymczasem jej te małe koniki bardzo przypadły do gustu. Zaczęła na nich jeździć, gdy miała 4 latka.

– To już ze mną zostało, towarzyszyło mi przez całe życie – mówi nieco ponad 20 lat później Agata Weigt. – Z wykształcenia jestem lekarzem i gdyby nie konie, to myślę, że nie ukończyłabym studiów medycznych. To zawsze była dla mnie odskocznia, relaks, zen. Obojętnie, co się w moim życiu działo, zawsze były konie, które pomagały mi emocjonalnie.

Jej specjalizacja to medycyna estetyczna, prowadzi własny gabinet. Choć nie jest to łatwe, ma jednak dzięki temu możliwość łączenia pracy z pasją. Zwłaszcza że ok. 9 lat temu zaczęła jeździć bardziej sportowo. Stale się rozwijała, przyszły pierwsze zawody w ujeżdżeniu, a że jej trenerka prowadziła wcześniej parajeźdźca, dojrzała potencjał także i w niej.

– Mam hipoplazję barków, problemy z kolagenem na podłożu wrodzonym, więc jestem bardzo elastyczna, powiedziałabym nawet, że taka hipermobilna. Często jest tak, że gdy inni jeźdźcy walczą, żeby się rozluźnić w siodle, to ja walczę, żeby znaleźć w siodle napięcie – mówi zawodniczka z uśmiechem.

Kilka lat temu dostała powołanie do kadry parajeździeckiej i dziś reprezentuje Polskę na poziomie V, czyli w grupie zawodniczek i zawodników (kobiety i mężczyźni rywalizują razem) z najmniejszymi ograniczeniami w funkcjonowaniu spośród uprawnionych do startu w tej dyscyplinie.

Nie drzwiami, to oknem

W Akwizgranie Agata Weigt wzięła udział w swoich pierwszych mistrzostwach świata, startując na koniu Discovery 64.

– To było niepowtarzalne przeżycie – przyznaje. – W zeszłym roku startowałam w mistrzostwach Europy. Czułam powagę tej imprezy, ale to było dużo mniejsze przedsięwzięcie. Tutaj były wszystkie dyscypliny, na które zjechali się fanatycy jeździectwa z całego świata, co podbijało emocje i potęgowało efekt.

Jeśli brać pod uwagę średnią z obu testów, z wynikiem 65,474 proc. zajęła 18. miejsce. Ma więc nad czym pracować zarówno ona, jak i koń.

– Mam go od półtora roku i on z zawodów na zawody coraz bardziej mi ufa – podkreśla zawodniczka. – Discovery 64 jest trochę płochliwym koniem. Ma bardzo dużo jakości i potrafi się pokazać, ale potrzebuje zdobyć więcej zaufania. Z sezonu na sezon zrobił ogromny progres i myślę, że to będzie naprawdę fajny koń w perspektywie igrzysk.

Dodatkowo, w drodze powrotnej z Akwizgranu nasza reprezentantka odebrała swojego drugiego konia, którego właśnie sobie sprawiła, a który też jest bardzo obiecujący. To wszystko ma kolosalne znaczenie, bo od w przyszłym roku na poważnie zacznie się walka o kwalifikację na igrzyska paralimpijskie w Los Angeles 2028.

– Nastawiam się na kolejny sezon i na pewno będę próbowała zakwalifikować się indywidualnie do Los Angeles – zapewnia Agata Weigt. – Jestem taką osobą, że jeśli nie drzwiami, to oknem.

Jest potencjał

– Agata Weigt w zeszłym roku, na mistrzostwach Europy, pierwszy raz była wrzucona na głęboką wodę i miała tam dużo gorsze wyniki, o 5-6 proc., niż teraz na mistrzostwach świata – mówi Jarosław Poręba, trener kadry narodowej w paraujeżdżeniu. – Myślę, że dalej będzie progresowała z tym koniem, bo to dobry koń, i że da to kiedyś porządny efekt. Jestem przekonany, że zdobędzie kwalifikację na igrzyska, bo po pierwsze ma dość duży potencjał, jeśli chodzi o konie, kupiła przecież jeszcze jednego, może nawet lepszego niż Discovery, po drugie trenuje z bardzo dobrymi trenerami zachodnimi, na dodatek jest to bardzo odpowiedzialna i ambitna osoba.

Zdaniem trenera, zawsze można też liczyć na Macieja Bigaja, startującego na poziomie IV na koniu Be My Love. W Akwizgranie ze średnią z dwóch testów 64,922 proc. zajął 18. miejsce.

– Uważam, że pojechał bardzo dobrze, pierwszego dnia niemal 66 proc., drugiego troszeczkę gorzej – mówi trener Poręba. – To dwie pary, które dysponują bardzo dobrymi końmi, na poziomie najlepszych na świecie. Jak te konie zdobędą doświadczenie na takich dużych zawodach, to myślę, że będą godnie reprezentować nasz kraj.

W naszej reprezentacji wystąpili także Dominika Pączek na koniu Quentino, która ze średnią 61,914 proc. zajęła 20. miejsce na poziomie V, oraz Mariusz Woszczek na koniu Zachwyt Nad Wigrami, który ze średnią 61,304 proc. na poziomie II zajął 11. miejsce. Drużynowo Polska zajęła 18. pozycję, wygrali Amerykanie przed Niemcami i Holandią.

– Na te mistrzostwa świata pojechaliśmy z bardzo młodymi końmi, które – prócz jednego – nigdy nie startowały na takich dużych imprezach i reagowały różnie – podkreśla Jarosław Poręba. – Jeden pierwszego dnia zaczął się pod mocno niepełnosprawnym zawodnikiem solidnie buntować, po prostu nie wytrzymał atmosfery tych zawodów. Drugi z kolei bardzo nam się denerwował tym wszystkim i zaczął, jak to mówimy, „caplować”, czyli podkłusowywać. A wynik kreuje koń. Zawodnik zawsze może lepiej pojechać, a jeśli koń nie dysponuje odpowiednim ruchem, odpowiednią psychiką, to choćby człowiek najlepiej pojechał, to nie zrobi dobrego wyniku. Uważam, że nasi zawodnicy, mimo słabych wyników – ale liczyłem się z tym, że nie będzie najlepiej, bo na mistrzostwach startowały najlepsze pary świata – dobrze się pokazali, jako przygotowani i przyszłościowi. Potencjał jest.

Fot: Polski Związek Jeździecki

Oddaj głos

Wpisz swój adres e-mail, a my wyślemy wiadomość z linkiem weryfikacyjnym.
Kliknij w link, aby potwierdzić swój głos i uczestnictwo w plebiscycie.

loading...